Z moim chłopakiem, który pracuje jako specjalista ds. prawnych Dąbrowa Górnicza, jesteśmy już razem od ponad pięciu lat, a ten gałgan (jak zwykła nazywać niedobrych mężczyzn moja babcia) nie pokazuje po sobie, że ma zamiar zrobić coś ciekawego z naszą relacją. Mowa tu oczywiście o zaręczynach, o których od ponad roku myślę niemal każdego dnia. Mamy po dwadzieścia dziewięć lat, pracujemy i wynajmujemy wspólnie mieszkanie. Żyjemy jak małżeństwo, więc nie rozumiem dlaczego jeszcze nie poszliśmy do Urzędu Stanu Cywilnego i nie złożyliśmy podpisów  w odpowiednim miejscu. Oczywiście, że marzę o wielkim ślubie kościelnym z białą suknią i płatkami róż u mych stóp, jednak gdyby Michał w końcu zdecydował się mi oświadczyć, byłabym w stanie wziąć na początku jedynie ślub cywilny, bez zbędnego blichtru i setek gości. Wystarczyłaby najbliższa rodzina, czyli rodzeństwo, rodzice i chrzestni.

Niestety, mój chłopak na każdą wzmiankę o oświadczynach i ślubie reaguje jakby ktoś polał go wrzącą wodą. Natychmiast ucina temat i twierdzi, że jeszcze mamy czas, a poza tym po co zmieniać cokolwiek w naszym życiu, skoro jest nam ze sobą tak dobrze. Moja mama twierdzi, że Michał jest typowym przykładem faceta, który boi się stabilizacji i uwiązania, dlatego tak bardzo wystrzega się ślubu. Połowa mojej rodziny radzi mi, bym postawiła przed Michałem ultimatum – albo się ze mną ożeni, albo ja odchodzę. No fajnie, ale co będzie, gdy Michał dokona nie takiego wyboru, jaki bym oczekiwała? Przecież ja go kocham i nie chcę się z nim rozstawać. A jeśli Michał na to ultimatum zareaguje bardzo źle i jeszcze bardziej wystraszy się ślubu? Już sama nie wiem co mam robić. Niby prawnik, a czasem zachowuje się jak dziecko.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. wymagane pola są zaznaczone *